Dziś historia nie o biznesie, nie o pieniądzach a o nas. O mnie i o Marcinie, o naszej drodze ku lepszej jakości życia. Nie tylko naszej, też naszych Klientów, Partnerów. Czyli Po co robimy to co robimy. Jak mamy Po Co inne aspekty konstrukcji życia, pracy takie jak czyli Co i Jak są już wtórne, łatwe w opracowaniu.
Nasze Po Co to korzystanie jako obywatele świata z wszelakich dogodności, które glob nam oferuje w poszukiwaniu wolności gospodarczej i osobistej aby żyło się ciekawiej, lepiej, korzystniej. I w naszym PO CO jest to aby zarażać tym światem innych.
Zwykłem mawiać, że chcieliśmy uciec z Europy. Tutaj jest za dużo regulacji.
A my po prostu lubimy miejsca gdzie jest bałagan. Dają dwie świeże perspektywy – należy posprzątać i to lubimy. I nie ma tam wiele konkurentów, w bałaganie nie każdy widzi potencjał.
Kochamy dwie Damy równocześnie. Każda przytrafiła nami się w życiu w jakimś celu …
Jedną z tych Dam jest Kambodża, znacie nas zapewne od strony miłości do tego kraju. Miłość przekuwamy od wielu lat w biznes oraz promocję miejsca na ziemi, do którego warto kiedyś trafić. Z Moja Kambodża lub bez nas. To miejsce jest „lekkie”, wdzięczne, miłe, spokojne, empatyczne. Piszę miejsce lecz myślę o ludziach. Tu Kurtyna, ta relacja z tym kraje, jest już zaobrączkowana, skonsumowana, wiążą nas sprawy na lata, na moją starość.
Druga dama to … Afryka. Teraz Madagaskar.
Piszę tę publikację aby zrozumieć , aby pomóc samemu sobie zrozumieć tą toksyczną miłość.
Zaczęło się od Maroko, Sahary Zachodniej (wie, to nie kraj), Mauretani, Senegalu, Gambi, Keni…
Czego tu doświadczyłem ?
Niebezpiecznych zdarzeń na granicy życia i śmierci, rasizmu (nie narzekam, rozumiem choć na ten wywód tutaj się nie będę silił)
Oszustw wszelakiej skali (lata 90te w Polsce, taksówkarze wiozący Azjatów po Warszawie z Okęcia pod Mariott 6 razy przekraczając autem Wisłę …) Czasami po prostu braku zrozumienia i nie chodzi o bariery językowe.
Madagaskar jest inny, to jakby oddzielny kontynent. Wariacja Afryki i Azji, nie w przenośni a dosłownie gdyż pierwsi na wyspie pojawili się ludzie w II wieku podróżujący z Indonezji. Czyli Azja.
Afryka to studia MBA z budowania relacji, osiągania spokoju pomimo wszystkiego co się dzieje wokół. I to doktorat z cierpliwości.
Często wracamy umęczeni, choć wiemy, że podróżując w te rejony świata na własną rękę trochę działamy na własne życzenie.
Jeśli na statku w Kenii spadająca barierka z zardzewiałą blachą ma mi rozciąć rękę (kto się zranił w Afryce wie, że rany goją się paskudnie), samolot zgubić bagaż, straż graniczna trzymać ciebie na granicy 2 dni targując cenę za przejazd z 600 dolców w dół a panowie z kałasznikowami w rękach i za dużych klapkach na nogach w wieku 16-18 lat tłumaczą ci, że to jedyna droga i trzeba zapłacić … to przypominam sobie, że to na pewno Czarny Kontynent.
A może jeżdżę tam aby pojąć rdzeń Pole Pole (powoli, powoli) bo tak się śpieszę w życiu, że ledwo je zauważam.
My mamy wszak zegarki, oni mają czas.



